piątek, 15 kwietnia 2016

Wiosna, zaczynamy się więcej ruszać. Jak nie zrobić sobie krzywdy, mając hashimoto?

Cześć!

 

Jest wiosna. Ostatnio trochę ta pogoda burzliwa, no ale. W końcu taka jest wiosna, i ten kwiecień- plecień co przeplata... Ale generalnie czujemy się lepiej, bo słońce, bo ptaki, bo robi się zielono i jakoś tak...fajniej.

Po zimie została nam zimowa opona lub bojler, wszak trzeba było się ogrzać jakoś w tym okresie :P Ale teraz jakby nie pasuje nam to do wiosennego image. Zaczynamy nerwowo przeglądać internety... a tam: schudnij do lata, szybko! schudnij w tydzień pięćset kilo!  ćwicz osiem razy w tygodniu, po pięć godzin dziennie! 
Pomijając fakt, że szybkie diety ograniczające kalorie do 1000, 1200...a czasem i mniej (sic!), są zwyczajnie szkodliwe dla zdrowej osoby a już nie wspomnę o nas, chorych na hashimoto- o tym postaram się niedługo napisać coś więcej- to nawet tak oczywista oczywistość jak ćwiczenia fizyczne, mogą nam czasem zrobić kuku. Ale jak to?

Osoba z chorobą hashimoto męczy się szybciej niż zdrowa. Szybciej i dłużej odczuwa potreningowe "zakwasy". Szybciej uzyskuje maksymalną wysokość tętna. I szybciej następuje u niej wyrzut kortyzolu, hormonu stresu. To wszystko sprawia , że....


...mam nie ćwiczyć, bo choruję na hashimoto????

Moment, chwila.

Wręcz przeciwnie. Aktywność fizyczna utrzyma nasze ciała w sprawności i lepszej formie. Dotlenimy mięśnie i  komórki w naszym ciele. Łatwiej utrzymamy wagę lub zrzucimy zbędne kilogramy. Poprawi się jakość naszego snu i wiele innych rzeczy! Hashimoto nie jest wymówką od aktywności fizycznej. Nie daje nam biletu na ławkę rezerwowych. Najgorsze, co można zrobić przy hashimoto to całkowicie unikać ruchu.

Więc jak?

I tutaj, stety niestety- dochodzimy do ważnej kwestii. Nikt nie powie Ci, jak, ile i co powinieneś/powinnaś ćwiczyć w chorobie hashimoto. A jeśli ktoś daje Ci jednoznaczne zalecenia, co jest dla Ciebie najlepsze w tej dziedzinie- uważaj. Kwestia ruchu to u nas kwestia bardzo indywidualna. Niektórzy chorzy najlepiej się czują uprawiając na przykład marszobiegi trzy razy w tygodniu po godzinie. Inni wolą nawet interwały. Jeszcze inni czują się dobrze po morderczych treningach siłowych. Nie ma reguły! Jak więc dobrać idealną dla siebie formę aktywności?

Przede wszystkim- wybierz jedną lub więcej form ruchu, które lubisz lub choćby ich po prostu nie nienawidzisz :) Bieganie, pływanie, treningi siłowe, gry zespołowe...można by mnożyć. Ale w tym wszystkim najważniejsze jest to, jak się czujesz po danej formie aktywności. Czy długo po treningu nie możesz dojść do siebie? Czy drżą Ci wszystkie mięśnie, oddech jest niespokojny jeszcze długo po skończeniu treningu? Czy zamiast utrzymywać wagę lub chudnąć, puchniesz lub przybierasz na wadze? Czy na drugi dzień czujesz się gorzej? Oczywiście nie chodzi o same zakwasy, one będą, zwłaszcza na początku. Chodzi o niepokojące sygnały, które wysyła Ci Twoje własne ciało. Nie lekceważ ich.

A co zrobić, jeśli poczujesz te niepokojące objawy?

Jest opcja numer jeden- zmniejsz ilość, długość lub intensywność treningów. Poobserwuj się przez kilka dni lub tygodni.

Opcja numer dwa- zmień rodzaj aktywności fizycznej na inną i obserwuj co się dzieje.

Opcja numer trzy- i w sumie warto zawsze ją stosować niezależnie od 1 i 2- badaj regularnie przeciwciała, antyTPO i anty-TG. Zobaczysz, czy stan zapalny w organizmie wzrósł, opadł czy jest stale na tym samym poziomie. To pomoże ocenić  jak wpływa na Ciebie Twój trening.

Uff, długi ten wpis, ale i tak nie napisałam wszystkiego :) Proszę, dajcie znać o czym jeszcze w tej kwestii chcecie przeczytać na blogu. Planuję też wpis o jedzeniu gdy trenujemy- co jeść i kiedy jeść. Reflektujecie na taką notkę? Lub notki, bo chyba nie uda się tego zmieścić w jednej :)

Wasze komentarze są dla mnie na wagę złota, zatem zapraszam!

Do zobaczenia! :) 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz