poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Pielęgnacja suchej skóry: nie tylko kosmetyki!





Cześć!

Jak wiele czasu poświęcasz sobie każdego dnia? Dbasz o rodzinę, dom, pracujesz... i bardzo dobrze! Tylko nie zapominaj, że w nierównej walce z płynącym czasem i- jeśli masz hashimoto czy inną dolegliwość- z chorobą, dobrze byś znalazła moment na zadbanie o zdrowie i kondycję :)

Która z nas tego nie zna? Skóra sucha jak wiór, zwłaszcza na nogach, w okolicy łokci, na ramionach... reklamy środków do pielęgnacji suchej skóry to częsty widok w telewizji. 

Używanie kosmetyków typu kremy, balsamy, mleczka- to na pewno część sukcesu w radzeniu sobie z problemem przesuszonej wiecznie skóry.  Ale to nie wszystko. Samo użycie kosmetyku to jeszcze nie koniec. Jak wzmóc skuteczność stosowanych przez nas specyfików?

Jakiś czas temu czytałam na kilku blogach i innych stronach internetowych o masażu szczotką.Masaż najlepiej wykonywać na sucho, szczotką właściwie dowolną, taką, by nam nie zrobiła krzywdy ale też niekoniecznie super miękkiej. Podobno najbardziej optymalny jest taki zabieg rano, kiedy się obudzimy i leżymy jeszcze w łóżku. Jednak każda pora dnia nada się na taki pielęgnacyjny rytuał :)

Masaż wykonuje się najczęściej kolistymi ruchami w kierunku serca. Do takiego masażu nadaje się skóra dolnych partii ciała, a także na przykład ramiona. Podobno już niekoniecznie dekolt, gdzie nasza skóra jest znacznie delikatniejsza. 

Po takim zabiegu, którego czas trwania zależy wyłącznie od nas samych (jednak najlepiej, by to było chociaż 10 minut) warto zaaplikować na skórę ulubiony kosmetyk. Tutaj też dobrze jest poświęcić kilka minut aby dobrze go rozprowadzić, wmasować lub wklepać. 

Skóra odwdzięcza się nam już po pierwszym takim masażu. Jest dużo bardziej miękka, świetnie wchłania wszelkie balsamy i kremy. Jest gładka i bardziej napięta. 

O czym jeszcze warto pamiętać, by cieszyć się nawilżoną skórą? Ważne jest picie wody! To banał, ale czy czasem nie łapiecie się na tym, że minął dzień, a Wy wypiłyście raptem kubek kawy, trochę soku i herbatę? No właśnie. Starajmy się wyrobić w sobie nawyk picia około dwóch litrów wody dziennie. Pomaga w tym budzik, znaczenie poziomu wody w butelce z dopiskiem np. czarnym flamastrem na butelce, do której godziny chcecie wypić daną jej ilość i inne metody. Wybierzcie najlepszą dla siebie! :)





Stan skóry poprawia też aktywność fizyczna. Ma ona zbawienny wpływ na więcej rzeczy, choćby na zdrowie, kondycję, samopoczucie, ale w kontekście tego konkretnego tematu- również na skórę. Jak dobrać aktywność fizyczną gdy masz hashimoto? Podsuwam Ci ten artykuł :) 

http://strongerthanhashi.blogspot.com/2016/04/wiosna-zaczynamy-sie-wiecej-ruszac-jak.html 

Dziś dostałam prezent od Przyjaciółki- kilka kosmetyków naturalnych. Na zdjęcie załapał się też balsam z firmy Balea, który przywiozłam sobie z ubiegłorocznych wakacji. Będą jak znalazł do opisanych tu dziś przeze mnie zabiegów kosmetycznych! :) Dam znać po około miesiącu, jak się sprawdziły :) Czy będą godne polecenia? 



Dajcie znać jakie są Wasze rytuały pielęgnacyjne! Zapraszam do przetestowania metody szczotkowania na sucho. Może się wydawać, że trochę to czasochłonne, ale można taki masaż wykonywać, kiedy siedzimy przed telewizorem, rozmawiamy przez telefon czy podczas innych codziennych czynności. W końcu to tylko jakieś 15 minut :)

Trzymajcie się zdrowo! 

Do zobaczenia! ;)

 

sobota, 16 kwietnia 2016

Co tu jeść, gdy się jest na protokole autoimmunologicznym?





Cześć!

 

Jak wspomniałam w poprzednim wpisie na temat żywienia w chorobie H. część 1, wpadłam na pomysł aby opisać bardziej szczegółowo, jak jeść gdy macie potrzebę stosować protokół autoimmunologiczny.

Ja sama nigdy go nie stosowałam, bo przerażała mnie liczba produktów, których nie mogłabym jeść. Jednak ponieważ i tak odrzuciłam już gluten, a do tego od bardzo niedawna- również nabiał, to myślę że w pewnym stopniu stosuję się do protokołu. Przynajmniej w pewnym sensie. Na razie bowiem nie udało mi się wykluczyć z diety tak zwanych warzyw z rodziny psiankowatych. Uwielbiam pomidory, paprykę, bakłażany i cukinię. 

Ale! Na szczęście protokół można stosować przez pewien czas, niekoniecznie przez całe lata. Dlatego myślę ostatnio nad tym aby go jednak wdrożyć w życie na przykład na 3-6 miesięcy. 


A czy Wy stosujecie protokół? Jak się na nim czujecie? Co jadacie na co dzień? A może chcecie kilka pomysłów, które urozmaiciłyby Wasz jadłospis? 

Oto kilka moich propozycji. Żebyśmy się dobrze rozumieli: pomysły na różne dania podam tutaj własne lub na przykład inspirowane tym, co gdzieś kiedyś przeczytałam. Nie kopiuję co do joty jakichś cudzych przepisów, więc jeśli w moich propozycjach pojawi się na przykład zupa cebulowa- to nie mówcie proszę, że popełniam plagiat :D to, co tu napiszę, gotuję sama w swojej własnej kuchni, zawsze coś modyfikuję i ulepszam pod moją Rodzinę :)

1) Śniadania

  •  koktajl na mleku kokosowym z banana, garści truskawek i kiwi, można dodac łyżeczkę oleju kokosowego 
  • sałatka z wędzonym łososiem na liściach rukoli czy innej ulubionej zieleniny, z kiełkami cebuli, łyżeczką oliwy i opcjonalnie ziarnami owocu granatu
  • koktajl z owoców leśnych z ugotowanym burakiem, na wodzie lub mleku kokosowym
  • czekoladowy mus z awokado (zblendowane awokado z mlekiemkokosowym i gorzką czekoladą rozpuszczoną w kąpieli wodnej) z dodatkiem malin lub innych owoców
  •    zupa krem z warzyw (tak, na śniadanie też można jeść zupy! :D)
  • sałatka z cienkimi plasterkami bekonu, cząstkami kurczaka upieczonego w przyprawach, na zielenince z kiełkami 
  • krem- budyń z awokado, banana, daktyli posypany wiórkami gorzkiej czekolady
   2) Obiady:

  •  roladki z kurczaka lub indyka nadziewane szpinakiem i czosnkiem, do tego duża porcja buraczków na zimno lub na ciepło
  • puree z batatów z klopsikami  z mięsa mielonego podsmażonymi na maśle klarowanym lub podgotowanymi w wodzie i podsmażony szpinak z czosnkiem
  • warzywna zupa, na przykład krem cebulowy lub marchewkowo- imbirowy z  oliwą lub olejem kokosowym, można podawać z chipsami z bekonu
  • ryba pieczona w przyprawach pod pierzynką z potartej marchewki plus porcja kiszonej kapusty
  •  burger bez pieczywa: podsmażone kotlety z wołowiny lub drobiu z sałatą, awokado cebulą i ogórkiem zielonym
  • ryba pieczona lub smażona na maśle klarowanym z sałatką wielowarzywną i puree z korzenia pietruszki 
  • krewetki smażone na oliwie z czosnkiem, "makaron" z dyni, zieleninka i kiełki  

3) Kolacje:

  • pieczone warzywa: kalafior, czerwona cebula i ugotowany wcześniej burak, polane oliwą i posypane tymiankiem czy innymi ziołami
  • zupy krem
  • kiszonki: ogórki lub kapusta plus ugotowane buraki skropione oliwą i z ziołami
  • kubek mleka kokosowego z kakao i cynamonem oraz daktylami, na ciepło   
  • sałatki warzywne 
  • sałatki owocowe- jeśli służą Ci owoce na kolacje
  • pierś kurczaka z warzywami   

4) Przekąski

  • smoothie z liści szpinaku, jabłka i soku pomarańczowego zmieszanego z wodą
  • frytki z warzyw, np marchwi, selera, pietruszki upieczone z oliwą i ziołami
  • sałatki owocowe
  • smoothie z ananasa i mango lub banana z wodą i opcjonalnie- zieleniną
  • koktajl z mleka kokosowego i truskawek
  • pieczone młode marchewki   
  • surowe warzywa, marchewka, ogórki zielone, rzodkiewki itd 

Jak widać jest trochę opcji, a przecież nie wymieniłam wszystkich możliwych kombinacji. Wiem, że nadal może się to wydać monotonne żywienie. Jednak może uda się komuś wytrwać kilka miesięcy? Jeśli ktoś musi być na protokole- trzeba sobie jakoś radzić. Mam nadzieję że mnie się uda zastosować protokół, jeśli za kilka miesięcy jedzenia bez glutenu i nabiału wyniki mi się nie poprawią. 







Dajcie znać czy ten wpis w ogóle Wam się podoba i przyda :)


Do zobaczenia! 


















 

Żywienie w chorobie- jak jeść w hashimoto cz.1







Cześć!



Na wstępie chcę Ci powiedzieć coś bardzo ważnego. Na pewno zmagając się z chorobą, masz nieraz wszystkiego dość. Może nie umiesz schudnąć, zajść w ciążę, opanować senności i zmotywować się do jakichś działań- co innym nie sprawia większych problemów. Dieta, a raczej- sposób żywienia w hashimoto wydaje Ci się trudny i nie do przeskoczenia. Usłyszałaś, że nic nie można jeść i wszystko Ci szkodzi. 


Proszę, nie zniechęcaj się. Stać Cię na wiele, zasługujesz na lepsze samopoczucie. Jesteś dzielna i silna, choć chyba jeszcze o tym nie wiesz. Przeczytaj artykuł z otwartym umysłem, na spokojnie. 


O roli naszego myślenia i nastawienia w diecie, w chorobie, w życiu w ogóle- zamierzam niebawem napisać <3 


 


Nie sposób takiego tematu omówić za jednym razem. Dlatego dziś część pierwsza, bardzo ogólna, a i tak czuję, że będzie tego sporo :) Kolejne części tematu żywienia w hashimoto oraz w innych chorobach- niebawem! Drogie Czytelniczki (lub też Czytelnicy, ale że Czytelniczek pewnie jest dużo więcej- będę operować rodzajem żeńskim :) ). Pamiętajcie proszę, że nie jestem lekarzem ani dietetykiem. Dysponuję pewną wiedzą i doświadczeniem, którym się tu dzielę, ale nigdy, nikomu nie będę narzucać swojego zdania i przekonywać, że to jedyna słuszna droga- nie ponoszę odpowiedzialności za Wasze zdrowie. Nie twierdzę też, że dieta zastąpi Letrox czy Euthyrox, czy cokolwiek nam lekarz przepisuje. Ja sama aktualnie biorę leki. Uff. Część formalną mamy za sobą :)

No więc, do ataku!

Wiecie, czego nie lubię, ale tak bardzo bardzo? Skrajności. Skrajności są złe. I nie sprawdzają się w życiu. Skrajności w żywieniu też nie znoszę! Kiedy ktoś mówi: MUSISZ być witarianinem, a ktoś inny mówi: MUSISZ jeść tylko według paleo, bo to jedyna słuszna droga i w ogóle jak nie to umrzesz. Natychmiast.

Powtarzając myśl z mojego poprzedniego artykułu o aktywności fizycznej w hashimoto: wszystko jest kwestią indywidualną. Nie spotkałam dwóch identycznych osób chorych na hashimoto. Jednym służy jedzenie dużej ilości owoców, innym nie. I tak dalej.

Prawdą jest jednak to, że są pewne ogólne zalecenia, jak i co jeść w tej chorobie. I bardzo możliwe, że jeśli jesteś "przypadkiem" typowym- będą Ci służyć. Ale powtarzam: obserwuj siebie. Rób badania. Badaj przeciwciała. Słuchaj swojego organizmu. To droga do sukcesu, wyboista i kręta- ale dasz radę. Wiesz, że jesteś Wojowniczką? 

Co z protokołem autoimmunologicznym?

Na pewno większość z Was o nim już słyszała, jeśli nie- można z powodzeniem wygooglować. Blog "tłuste życie", chociażby, zawiera pełny protokół. Jest on bardzo restrykcyjny, to prawda.

Ale jeśli spróbowałaś już wyrzucić wiele produktów ze swojej diety i nadal jest kiepsko- to może warto zastosować zalecenia tegoż protokołu.

Celowo nie rozwodzę się nad wszystkimi punktami, które zawiera ów protokół, bo byłoby tego za dużo jak na jeden raz. Ogólnie rzecz biorąc, protokół głosi, by wyeliminować jajka, warzywa strączkowe, zboża i pseudozboża, jak gryka czy ryż, alkohol, cukier, orzechy i nasiona oraz niektóre oleje.

Jeść za to można większość warzyw, owoce, mięso wraz z podrobami, ryby,  tłuszcz w formie oliwek, awokado, oleju i mleka kokosowego lub tłuszczu zwierzęcego (smalec). 

Czy macie ochotę na przykładowe dania według protokołu? Mogę przygotować kilka propozycji, przystępnych dla każdej kieszeni i w miarę możliwości urozmaicone :)

Zalecenia mniej restrykcyjne od tych z protokołu:

SOJA

We wszystkich znanych mi źródłach- a przestudiowałam ich chwalebną liczbę- coś około mnóstwo- jest wyraźna wzmianka o tym, by unikać soi. Ale to nie znaczy, że musisz po prostu unikać tofu i tych innych dziwnych rzeczy. Soja służy dziś jako zapychacz, wypełniacz w ogromnej ilości produktów. W składzie często spotkać można lecytynę sojową. Tego nie jemy, drogie dzieci :)

TE KONTROWERSYJNE

Warzywa strączkowe oraz kapustne czy też kaszę jaglaną, dla wszelkiej pewności  warto trochę ograniczyć. Wydaje się, że nie ma potrzeby całkowitej ich eliminacji, ale można postarać się nie jeść ich codziennie czy co drugi dzień. Jeśli w poniedziałek zjesz kaszę jaglaną na śniadanie, brokuł do obiadu i soczewicę na kolację, i powtórzysz to kilka dni z rzędu- to może Ci to zaszkodzić. Nie na darmo mądre głowy w różnych artykułach z dziedziny autoimmunologii dostrzegły jakąś czerwoną lampkę. Jednak wiele jest głosów za tym, że tych pokarmów nie trzeba wyrzucać na zawsze z jadłospisu. Kolejny raz powiem: obserwuj siebie i swoje wyniki! :)

GLUTEN I NABIAŁ

No, właśnie. Jedzenie bez glutenu wiele osób uważa za głupią modę. Ale czy tak jest na pewno? Podlinkuję w tym miejscu wywiad z pewnym lekarzem. Daje do myślenia! Pozwolę sobie też zacytować kawałeczek treści tego wywiadu, ale Was zachęcam do przeczytania całego :) 

  "Dr Kharrazian: Pierwszą oczywistą rzeczą jest dieta bezglutenowa. Wiem, że dieta bezglutenowa jest teraz w modzie, ale w Hashimoto jest to wskazanie bezwzględne.

Okazało się, że niektóre flawonoidy mają zdolność do przekraczania bariery krew-mózg i zmniejszają proces zapalny, a tym samym ochraniają komórki mózgu przed degeneracją. Należą do nich: apigenin, luteolin baicalin, turmeric, o których też piszę w mojej książce.

Alergia na gluten stwarza więcej problemów w mózgu niż w jelitach. Czytałem takie badania, że dwie trzecie osób z nietolerancją glutenu ma reakcje przeciwko mózgowi, a tyko u jednej trzeciej takie reakcje skierowane są przeciwko układowi pokarmowemu.

Odpowiadając na pytania: Czy mając Hashimoto powinno się przejść na dietę bezglutenową, moja odpowiedź brzmi –dieta bezglutenowa to konieczność!"


 http://www.tarczycahashimoto.pl/blog/hashimoto-a-degeneracja-mozgu-dlaczego-mgla-mozgowa-zaburzenia-pamieci-depresja-i-zmeczenie-sa-objawami-w-hashimoto

Tak więc nawet argument mojej mamy, która na cztery miesiące przestała jeść gluten a potem do niego wróciła i mówi, że nie czuje w sumie różnicy- nie jest trafny, bo zmiany nie będą dotyczyć jedynie układu pokarmowego i tarczycy, ale też mózgu. 

Ja akurat jestem na bezglutenie, ale jeszcze dość krótko niestety. Miałam częste momenty słabości i trzeba było zaczynać wszystko od nowa :( 

O glutenie jeszcze pewnie nieraz napiszę. 

A nabiał? Mleko, laktoza, kazeina? Tu nie ma aż tak jednoznacznych wypowiedzi lekarzy, jednak chyba większość źródeł proponuje eliminację tych produktów chociaż na jakiś czas, na przykład trzy miesiące. 

Sama aktualnie zaczęłam jeść beznabiałowo. Jest mi ciężko na początku, bo kocham żółty ser i twarożek, farsz do ruskich pierogów mogłabym jeść bez opamiętania. Poza tym i tak już wyrzuciłam wiele rzeczy z diety, ze względu na bezglutenowe odżywianie. Ale poobserwuję się przez około trzy miesiące i zobaczę, czy mi to służy. Zbadam przeciwciała, zobaczę jak się będę czuć przed eliminacją nabiału i po jego stopniowym wprowadzeniu. 

Widzicie, dlatego tak duży nacisk kładę na samoobserwację i regularne badania przeciwciał. Tylko tak odkryjecie, co Wam naprawdę służy :) Wiem, że to może wydawać się bardzo trudne. Ale trudne jest już samo życie z chorobą. Uszanujmy siebie, zróbmy dla siebie coś dobrego i włóżmy wysiłek w to, by poczuć się lepiej   ;)

Zero węglowodanów, tylko białko? A tłuszcze? 

Często się słyszy lub czyta o tym, że w hashimoto nie wolno jeść węglowodanów. Ale prawdą jest, że na dłuższą metę całkowite wyzbycie się węgli ma złe skutki. Boli nas głowa, jesteśmy słabe, rozdrażnione, spowolnione. Węglowodany to najszybsze źródło energii i na pewno nie należy z nich całkiem rezygnować. Ale już JAKOŚĆ tychże ma ogromne znaczenie! Oto kilka przykładów: baton czekoladowy- nie, miska jaglanki- tak. Paczka ciastek- nie, banany- tak. Biała bułka czy makaron- nie, własny chleb bezglutenowy, np gryczany oraz bezglutenowy makaron- czasem można, owszem. 

Tłuszcze są także niezbędne, a w hashimoto są na bardzo ważnej pozycji w diecie. Możemy sobie pozwolić na nieco więcej dobrych tłuszczy. Dobre będą: oliwa z oliwek, masło klarowane, olej kokosowy, awokado... nie wolno ich wykluczać gdy chcemy schudnąć!!!



Ja osobiście fajniej się czuję gdy węglowodanów w diecie mam mniejszość, ale nigdy nie rezygnuję z nich całkowicie. Lubię białkowo- tłuszczowe śniadania. Jestem zwolenniczką takiego sposobu żywienia, jeśli chcesz- spróbuj. Przepisy już wkrótce!

Artykuł jest już długi, a nawet nie wspomniałam o suplementach, ziołach. To już temat na inny post. Tymczasem dobiega końca część pierwsza żywienia w chorobie: hashimoto :)

Dodam, że Wasze komentarze i propozycje są dla mnie bardzo ważne- dlatego śmiało komentujcie! :) :)

Do zobaczenia! :)

 

 

 



 

piątek, 15 kwietnia 2016

Wiosna, zaczynamy się więcej ruszać. Jak nie zrobić sobie krzywdy, mając hashimoto?

Cześć!

 

Jest wiosna. Ostatnio trochę ta pogoda burzliwa, no ale. W końcu taka jest wiosna, i ten kwiecień- plecień co przeplata... Ale generalnie czujemy się lepiej, bo słońce, bo ptaki, bo robi się zielono i jakoś tak...fajniej.

Po zimie została nam zimowa opona lub bojler, wszak trzeba było się ogrzać jakoś w tym okresie :P Ale teraz jakby nie pasuje nam to do wiosennego image. Zaczynamy nerwowo przeglądać internety... a tam: schudnij do lata, szybko! schudnij w tydzień pięćset kilo!  ćwicz osiem razy w tygodniu, po pięć godzin dziennie! 
Pomijając fakt, że szybkie diety ograniczające kalorie do 1000, 1200...a czasem i mniej (sic!), są zwyczajnie szkodliwe dla zdrowej osoby a już nie wspomnę o nas, chorych na hashimoto- o tym postaram się niedługo napisać coś więcej- to nawet tak oczywista oczywistość jak ćwiczenia fizyczne, mogą nam czasem zrobić kuku. Ale jak to?

Osoba z chorobą hashimoto męczy się szybciej niż zdrowa. Szybciej i dłużej odczuwa potreningowe "zakwasy". Szybciej uzyskuje maksymalną wysokość tętna. I szybciej następuje u niej wyrzut kortyzolu, hormonu stresu. To wszystko sprawia , że....


...mam nie ćwiczyć, bo choruję na hashimoto????

Moment, chwila.

Wręcz przeciwnie. Aktywność fizyczna utrzyma nasze ciała w sprawności i lepszej formie. Dotlenimy mięśnie i  komórki w naszym ciele. Łatwiej utrzymamy wagę lub zrzucimy zbędne kilogramy. Poprawi się jakość naszego snu i wiele innych rzeczy! Hashimoto nie jest wymówką od aktywności fizycznej. Nie daje nam biletu na ławkę rezerwowych. Najgorsze, co można zrobić przy hashimoto to całkowicie unikać ruchu.

Więc jak?

I tutaj, stety niestety- dochodzimy do ważnej kwestii. Nikt nie powie Ci, jak, ile i co powinieneś/powinnaś ćwiczyć w chorobie hashimoto. A jeśli ktoś daje Ci jednoznaczne zalecenia, co jest dla Ciebie najlepsze w tej dziedzinie- uważaj. Kwestia ruchu to u nas kwestia bardzo indywidualna. Niektórzy chorzy najlepiej się czują uprawiając na przykład marszobiegi trzy razy w tygodniu po godzinie. Inni wolą nawet interwały. Jeszcze inni czują się dobrze po morderczych treningach siłowych. Nie ma reguły! Jak więc dobrać idealną dla siebie formę aktywności?

Przede wszystkim- wybierz jedną lub więcej form ruchu, które lubisz lub choćby ich po prostu nie nienawidzisz :) Bieganie, pływanie, treningi siłowe, gry zespołowe...można by mnożyć. Ale w tym wszystkim najważniejsze jest to, jak się czujesz po danej formie aktywności. Czy długo po treningu nie możesz dojść do siebie? Czy drżą Ci wszystkie mięśnie, oddech jest niespokojny jeszcze długo po skończeniu treningu? Czy zamiast utrzymywać wagę lub chudnąć, puchniesz lub przybierasz na wadze? Czy na drugi dzień czujesz się gorzej? Oczywiście nie chodzi o same zakwasy, one będą, zwłaszcza na początku. Chodzi o niepokojące sygnały, które wysyła Ci Twoje własne ciało. Nie lekceważ ich.

A co zrobić, jeśli poczujesz te niepokojące objawy?

Jest opcja numer jeden- zmniejsz ilość, długość lub intensywność treningów. Poobserwuj się przez kilka dni lub tygodni.

Opcja numer dwa- zmień rodzaj aktywności fizycznej na inną i obserwuj co się dzieje.

Opcja numer trzy- i w sumie warto zawsze ją stosować niezależnie od 1 i 2- badaj regularnie przeciwciała, antyTPO i anty-TG. Zobaczysz, czy stan zapalny w organizmie wzrósł, opadł czy jest stale na tym samym poziomie. To pomoże ocenić  jak wpływa na Ciebie Twój trening.

Uff, długi ten wpis, ale i tak nie napisałam wszystkiego :) Proszę, dajcie znać o czym jeszcze w tej kwestii chcecie przeczytać na blogu. Planuję też wpis o jedzeniu gdy trenujemy- co jeść i kiedy jeść. Reflektujecie na taką notkę? Lub notki, bo chyba nie uda się tego zmieścić w jednej :)

Wasze komentarze są dla mnie na wagę złota, zatem zapraszam!

Do zobaczenia! :)